Nie odkryte tajemnice.

Pomimo 55 lat, jakie upłynęły od zakończenia II Wojny Światowej, wiele tajemnic z tamtych czasów nie zostało wyjaśnionych do dziś. Przyczyny są różne w różnych krajach. Na przykład w Rosji nie odtajniono do tej pory większości dokumentów z lat 1939 - 45 po pierwsze dlatego, że nie było się czym specjalnie chwalić a po drugie, od niepamiętnych czasów uważano tam, że mówienie prawdy publicznie jest głupotą. Jak by się nad tym dobrze zastanowić to faktycznie, szczególnie w Rosji Sowieckiej, publikowanie prawdy musiało by się skończyć źle, z czego doskonale zdawali sobie sprawę nowi "carowie", poczynając od Lenina a kończąc na Gorbaczowie. Ostatnio, w związku ze sprawą łodzi podwodnej "Kursk" znowu okazało się, że nic w zasadzie się tam nie zmieniło. Ano, widać weszło rosyjskiej władzy w krew to wieczne udawanie, że na świecie nie ma wielbłądów, choć każde dziecko wie, że są. Z punktu widzenia polskiej racji stanu to może i lepiej, bowiem jak to już zostało udowodnione, na kłamstwach trudno budować stabilne państwo. Poza tym, żeby utrzymać system oparty na łgarstwie, potrzebne są bagnety, a jak to już dawno zostało stwierdzone oraz przerobione na lekcji historii nie tylko Polski, bagnetem można się podeprzeć ale nie sposób na nim usiedzieć.

Niemniej nie Rosja, z jej przepastnymi i ciemnymi piwnicami tajemnic jest tematem dzisiejszego felietonu ale Anglia, kraj jak najbardziej demokratyczny i, jak by się wydawało, przyjaciel prawdy, szczególnie historycznej. Ja osobiście mam wrażenie, że jest na odwrót i nie tylko wiele spraw pomija się tam milczeniem ale wręcz świadomie finguje.

Mówi się, że każdy kraj ma gdzieś w szafie schowanego kościotrupa, który straszy następne pokolenia ale którego tak trudno pogrzebać. Jak sadzę, w kredensach Anglii grzechoce wiele kościotrupów a jeden ma bezpośredni związek z Polską.

Zgodnie z brytyjskim zwyczajem, archiwa państwowe, w tym dokumenty wywiadu zwykle publikuje się po 50 latach. Od czasu zakończenia wojny minęło już 55 lat ale jakoś nasi byli sojusznicy nie kwapią się z otwarciem sejfów, pełnych tajemnic z tamtych czasów. Czyżby do dziś rząd Jej Królewskiej Mości bał się reperkusji odtajnienia sprawy generała W. Sikorskiego? Wprawdzie szczątkowe informacje katastrofy gibraltarskiej zostały przekazane stronie polskiej w 1973 roku ale były one niepełne. Bardzo brakowało, szczególnie polskim historykom na Zachodzie, badań sądowo-medycznych ciał ofiar oraz zdjęć, zrobionych zaraz po wydobyciu samolotu na powierzchnię. Nigdy też nie zostały udostępnione osobiste dokumenty gen. Sikorskiego, choć wiadomo, że są oraz tzw. "czarna skrzynka" Liberatora. Ciekawostką też jest, że sztuka sceniczna niemieckiego dramaturga Rolfa Hochhtha pod tytułem "Żołnierze" została oficjalnie zakazana na terenie Wielkiej Brytanii. W sztuce tej autor zarzuca Anglikom, że, w porozumieniu z Rosja Sowiecką, zamordowali Naczelnego Wodza oraz premiera RP na uchodźstwie. Jeśli wziąć pod uwagę, że na terenie Gibraltaru przebywał wówczas niejaki Kim Philby, szef wywiadu brytyjskiego na półwysep Iberyjski a zarazem szpieg sowiecki, to kto wie? Szczególnie jeśli do tej pory Anglicy odmawiają odtajnienia niesłychanie istotnych elementów tamtej tragedii.

Poza tym, wyspiarze z jakichś powodów do dziś nie udostępniają archiwów polskiego wywiadu (słynnej "dwójki" czyli Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza) z czasów wojny. Jest to działanie wręcz skandaliczne, domagające się jak najszerszego potępienia.

Polscy historycy na emigracji od dawna domagali się dostępu do polskich, jak by nie było, dokumentów II Oddziału ale nigdy nie uzyskali na to zgody władz brytyjskich. Mówiono im, że archiwa już nie istnieją, bo zostały spalone .....jako mało istotne. Ciekawe, że niby tylko polskie dokumenty spalono a nie brytyjskie. Ostatnio Tony Blair, bardziej znany rodakom jako "Bambi", oświadczył, że polska kartoteka Wydziału II i owszem, jest, ale bardzo rozproszona i w związku z tym niemalże niemożliwa do skompletowania. Natomiast wiadomo, i to od świadków tamtych wydarzeń, że po zakończeniu II Wojny Światowej, rząd na uchodźstwie musiał oddać Anglikom około 50 skrzyń z ponad 100 tysiącami dokumentów wywiadowczych. Nie wykluczone, że sporo z tych dokumentów wywołałoby dziś światowe sensacje. Nie mówiąc już o tragedii gibraltarskiej, mogło by się okazać, że rząd Jej Królewskiej Mości wiedział od samego początku o tragedii ludności żydowskiej na ziemiach polskich. Pytanie zatem by brzmiało: dlaczego nic w tej sprawie nie zostało zrobione? Czyżby holokaust żydowski dokonał się za cichą zgodą Wielkiej Brytanii? A jeżeli Brytyjczycy wiedzieli to z pewnością i wywiad amerykański był w tej sprawie poinformowany. W takim razie rzucało by to zupełnie nowe światło na tamte wydarzenia, szczególnie w związku z dzisiejszą polityką roszczeniową społeczności żydowskich.

Poza tym była sprawa Katynia. Nawet bez dokumentów wiadomo, że Churchill znał prawdę od samego początku ale wolał udawać, że wierzy Rosjanom. Nie mniej odtajnienie akt związanych z Katyniem z pewnością skompromitowało by kolejne rządy W. Brytanii, które upierały się przez tyle lat przy tak oczywistym kłamstwie. Ponadto, większość poważnych polskich historyków utrzymuje, że około 70% brytyjskich materiałów wywiadowczych z Europy pochodziło ze źródeł polskich, głównie Armii Krajowej.

No i jest jeszcze historia niemieckiej maszyny szyfrującej, tzw. Enigmy, której złamanie Brytyjczycy chętnie przypisują sobie, wbrew oczywistym faktom historycznym.

Sprawa złamania kodu szyfrującego Enigmy przez zespół młodych polskich matematyków jest szalenie ciekawa i, jak sądzę, niesłychanie istotna w całokształcie wysiłku wojennego państw alianckich. Bardzo możliwe, że był to jeden najistotniejszych elementów, przyczyniających się bezpośrednio do klęski armii niemieckiej na lądzie, w powietrzu oraz na morzu. Nic wiec dziwnego, że Anglicy próbują fałszować fakty, bowiem, zgodnie ze starym przysłowiem, sukces ma wielu ojców a porażka to zwykle bosa sierotka. Stąd bzdury, wypisywane miedzy innymi przez brytyjskiego pułkownika lotnictwa W. Winterbotham, w książce zatytułowanej "Super tajemnica". Oczywiście utrzymuje on w niej, że to właśnie Anglicy pierwsi rozszyfrowali niemieckie kody Enigmy.

Natomiast wracając do źródeł tej sprawy to wiadomo, że na ogromne sukcesy armii niemieckiej złożyły się miedzy innymi dwa elementy: organizacja oraz łączność. Żeby skoordynować działania na lądzie, powietrzu i morzu, przede wszystkim potrzebny był Niemcom odpowiedni sprzęt radiowy. Jak wiadomo cokolwiek, co jest transmitowane przez fale radiowe może być "przechwycone" przez każdego kto ma do dyspozycji odpowiedni odbiornik z określona częstotliwością. W związku z tym już w 1926 roku po raz pierwszy pojawiła się na wyposażeniu armii niemieckiej maszyna szyfrująca, mająca na celu zabezpieczenie tajemnic wojskowych. Przechodziła ona później szereg udoskonaleń a w roku 1930 dodano jej nowy element tzw. centralkę, co w opinii ekspertów armii niemieckiej absolutnie wykluczało możliwość złamania kodu.

Cofając się na chwilę w czasie należało by przypomnieć, że historia szyfrów jest ludzkości znana niemalże od momentu, kiedy po raz pierwszy opanowano sztukę pisania co dowodzi, że od zarania dziejów próbowano coś tam ukrywać. Już w 4 wieku p.n.e. niejaki Aeneas Tacticus skonstruował maszynę szyfrującą co o tyle wydaje się dziwne, że wtedy dla znakomitej większości populacji zwykły alfabet był już wystarczającym szyfrem. Natomiast prawdziwy przełom w możliwościach kodowania wiadomości został dokonany przez Thomasa Jeffersona w Stanach Zjednoczonych. Po raz pierwszy bowiem użył on zespół trybów osadzonych na wspólnej osi. Znaczyło to, że litery alfabetu mogły być zamieniane na przykład na cyfry ale dobierane nijako "na chybił trafił". W ten sposób litera "A" w jednym wyrazie mogła być reprezentowana przez różne cyfry lub znaki alfabetu. I taka, bardzo generalnie rzecz ujmując, była właśnie konstrukcja Enigmy, tyle tylko, że ciągle udoskonalana. W rezultacie, Niemcy dysponowali maszyną która najpierw zamieniała litery alfabetu na specjalny kod, który w drugiej fazie ulegał szyfrowaniu, tak więc było to niejako podwójne zabezpieczenie. Fachowcy w tej dziedzinie w Niemczech przed II Wojną Światową uważali, iż nawet gdyby maszyna wpadła w ręce wroga wraz z zakodowanymi oraz "normalnymi" meldunkami, to i tak złamanie szyfru zajęło by 1000 specjalistów, pracującym 24 godziny na dobę kilkadziesiąt lat. Prawda natomiast jest taka, że już w 1933 roku Polskie biuro Szyfrów było w stanie czytać niemalże wszystkie niemieckie depesze. Do grudnia 1938 odczytano kilka tysięcy wiadomości, kodowanych przez rzekomo nie do złamania Enigmę. Polska była wtedy jedynym krajem na świecie, który miał taką możliwość.

Sukces ten zawdzięczamy głównie trzem młodym matematykom: Marianowi Rejewskiemu, Henrykowi Żygalskiemu oraz Jerzemu Różyckiemu. M. Rejewski pierwszy dokonał przełomu stosując coś, co nazywa się "układem równań permutacyjnych" a co jest niemożliwe do zrozumienia dla zwykłego śmiertelnika, jako, że jest to sfera najwyższej matematyki. H. Żygalski natomiast opracował system arkuszy perforowanych, pomagających dotrzymać kroku ciągle udoskonalanych wersji Enigmy. Do historii przeszły one pod nazwą "Płacht Żygalskiego" i jak sądzę są używane do dziś.

W lipcu 1939 roku, zdając sobie sprawę z nadchodzącego zagrożenia, dowództwo polskie przekazało pracujące kopie Enigmy rządowi Francuskiemu oraz Angielskiemu. Należy stwierdzić z całą stanowczością, iż pomimo usilnych prób przez wiele lat, żaden z tych krajów nie posunął się ani o krok w rozwiązaniu tajemnicy Enigmy. Możliwość odczytywania najbardziej tajnych depesz machiny wojennej III Rzeszy zawdzięczają Anglicy tylko i wyłącznie Polsce.

Jakie były bezpośrednie skutki takiego stanu rzeczy nie sposób przecenić. Bardzo możliwe, że powietrzna "Bitwa o Anglię" została by przegrana podobnie zresztą jak zmagania z okrętami podwodnymi na Atlantyku, gdyby nie możliwość odczytywania meldunków i rozkazów niemieckich. Cała batalia o północną Afrykę została wygrana nie dzięki geniuszowi gen. Montgomery, jak chce popularna opinia ale dzięki możliwości odczytywania niemieckich depesz. Do jakiego stopnia było to istotne dla Wielkiej Brytanii niech świadczy fakt, iż poświęcono nie jeden konwój, godząc się na śmierć tysięcy marynarzy płynących z Ameryki, byle tylko nie dać najmniejszego dowodu, że szyfr Enigmy jest znany aliantom. Tak więc gdyby nie geniusz trójki polskich matematyków, bardzo możliwe, że Anglia została by pokonana na morzu i w powietrzu i w konsekwencji okupowana przez siły III Rzeszy. Znaczyło by to, że Stany Zjednoczone straciły by nie tylko podstawę do inwazji na Europę ale bardzo możliwe, że także chęć do walki z potęgą hitlerowską.

Wiadomo natomiast na pewno, że gdyby nie geniusz Polaków w złamaniu kodu Enigmy, wojna by trwała co najmniej dwa, trzy lata dłużej. O ile więcej milionów ludzkich istnień by wtedy stracono nie sposób powiedzieć. Pamiętać też trzeba , że pod koniec wojny Niemcy były tylko o krok od skonstruowania bomby atomowej. Znając możliwości V-1 oraz V-2 nie wykluczone, że w jakimś momencie byli by w stanie zbudować międzykontynentalne rakiety, wyposażone w broń atomową. Jaki byłby wobec tego kształt dzisiejszego świata - niepodobna przewidzieć. Jedno jest pewne - dzięki M. Rejewskemu, H. Żygalskiemi, J. Różyckiemu oraz przedwojennemu sztabowi armii Polskiej, który nie ustawał w wysiłkach nad zdobyciem największej tajemnicy armii niemieckiej, świat uniknął jeszcze większej katastrofy. A dziś czas najwyższy odkłamać historię oraz przywrócić należne miejsce w świecie Polsce i Polakom.

Zbigniew Koreywo

Wróć do spisu treści